Tym razem byliśmy pobiegać w Chiltern Hills. Plan był zacny, 26 kilometrów trochę po drogach. ale w większości wiadomo poza. Lasy, łąki, pola, błota, bagna i generalnie lekka wyrypka. Start i meta znajdowały się w Warburg Nature Reserve, gdzie panowała przyjemna cisza przerywana tylko śpiewem ptaków. Podczas tego biegu po raz pierwszy mieliśmy testować jedną z funkcji app Endomondo polegającej na wcześniejszym wyrysowaniu mapy na stronie i potem podążanie wytyczoną ścieżką.

Niestety początki okazały się trudne, bo nie było zasięgu i app nie chciał odpalić. Na szczęście mieliśmy ze sobą mapę (jak przystało na prawdziwych turystów). Wstyd się przyznać, ale umiejętność czytania mapy chyba została w domu i radośnie, nieświadomi wszystkiego, pobiegliśmy w zupełnie przeciwnym kierunku. W ten sposób dołożyliśmy sobie prawie 5 kilometrów!! Ale przygoda to przygoda i każdej chwili szkoda, więc parliśmy do przodu, na dzień dobry pod górę oczywiście. Gdzieś pomiędzy 4 a 5 kilometrem wbiegliśmy na wcześniej ustaloną drogę i już bez problemu podążaliśmy wcześniej ustaloną trasą. Przebiegliśmy przez Stonor Park z przepięknym pałacem pochodzącym z XIII w. (aktualna forma pochodzi z XVIIIw.) i równie pięknym podbiegiem wśród łąk i lasów. Minęliśmy Southend, Turville i Fingest, które były oblegane przez niedzielnych turystów, dreptaczy, rodziny z dziećmi, rowerzystów, motorzystów i innych wszelkiej maści wielbicieli świeżego powietrza.

Następnie na naszej drodze pojawiło się przytulne Hambleden i Mill End skąd biegliśmy wzdłuż Tamizy aż do Henley-on-Thames i to chyba był najtrudniejszy odcinek naszego dzisiejszego biegu – 4 kilometry po płaskim jak stół brzegu rzeki. Doszliśmy do wniosku, że nasze nogi nie są przystosowane do takiego terenu, nie mówiąc już o naszej psyche, która wręcz krzyczała z bólu. Wiedzieliśmy, że w Henley jest most, po którym przebiegniemy na drugą stronę ale przez to, że nasz wzrok sięgał bardzo daleko, rzeczony most był jedynie malutkim punkcikiem w oddali i bardzo powoli się powiększał. Do tego wszystkiego szutrówka przeszła w beton i to była śmierć dla naszych nóg. Ale koniec końców dobrnęliśmy do Henley, gdzie ubłoceni i unurzani, ale z uśmiechem na ustach przemaszerowaliśmy przez całe centrum. Już po kilku minutach pobytu w cywilizacji marzyliśmy aby uciec od miejskiego gwaru i szumu samochodów.

Zaraz za centrum skręciliśmy do parku, który zaczynał się pięknym, super-stromym podejściem, a potem były już tylko łąkami z owcami i błogą CISZĄ! Na końcówce przebiegliśmy jeszcze przez Middle Assendon i potem kierowaliśmy się już prosto na parking. Na szczęście ostatnie kilometry omijały drogi asfaltowe i nasze nogi miały o tyle lepiej.
Suma sumarum bieg był bardzo ciekawy. Po pierwsze ruszyliśmy się poza nasz Shotover Park, widzieliśmy nowe widoki, odwiedziliśmy nowe miejsca i przebiegliśmy po nowych ścieżkach. Oj chyba będzie takich wypadów więcej 🙂

Łączna suma podbiegów: 442m