I think I forgot I have a new bike! I had to use it somehow. The weather was great so decided to go for adventure! My French prof, who is also a bike lover, told me about an exciting place so I couldn’t resist. I left at the midday as I thouth everybody will have lunch so traffic won’t be bad. My aim was a little village Brill, where a huge mill is located. Before I reached Brill I visited the Boarstall Tower from XIV century with nice garden. I wasn’t so sure if the gardens were open for public so took only quick look and left. And then was an uphill that nearly killed me! 100 metres up on 5 k distance! That’s crazy! The views were distracting so I didn’t manage to cycle right to the top but I was pretending to taking some photos 😀
Pierwszy miesiąc za nami. Ludzie szczęśliwie brną do przodu i chyba nawet nie myślą o poddaniu się, pewnie duma im nie pozwala! Pierwszy tydzień tego miesiąca okazał się totalną klapą. Biegałam tylko dwa razy. Na szczęście pogoda była piękna i podrasowywała chęci do ruchu. W weekend zrobiliśmy stałą grupą 12 kilometrów w 1h36min i 240 m podbiegów. Pokonaliśmy zieloną trasę w Shotover w obie strony. Było pięknie bo ciężko.

Kolejny tydzień okazał się już być lepszy. I mimo że był tylko dwa biegi to udało się przećwiczyć Jillian Michaels – 6pack – bolało na drugi dzień, oj bolało! Podczas mojego standardowego biegu w Shotover spotkałam całą bandę Hiszpanów! Serce rośnie jak się takie rzeczy widzi! Długie wybieganie znów wydłużyło się o kolejne 2 kilometry i prosto z parkingu pobiegliśmy w dół do Wheatley stamtąd pod górę do domu w młynie, znów do parkingu i zielonym szlakiem wokół Shotover. Było ciężko ale udało się skończyć z niezłym wynikiem! Forma zdecydowania rośnie 😀 Na koncie mamy zrobione 14km w 1h47min 263 metry podbiegów. Do tego okazało się, że nasza oddziałowa, która mieszka w Wheatley, widziała nas i uwierzyła, że my naprawdę biegamy i to jeszcze w jakim stylu!

Trzeci tydzień znów tylko dwa biegi. Podczas krótkiej przebieżki w Shotover natknęłam się na Carmen i Javiego. Bardzo miło było pobiegać razem. Oni naprawdę mają dobrą formę! Czułam ,że biegnę! Okropnie mnie to cieszy 😀 Długie, weekendowe wybieganie było super długie. Po pierwsze zdecydowanie za późno wyszliśmy na bieg bo dopiero o 3 po południu i potem męczyliśmy się w ciemnościach. Ale muszę przyznać, że cała grupa nieźle dała radę! Tym bardziej, że wymyśliłam sobie trasę wyjątkowo trudną ponieważ był zarówno zielony jak i żółty szlak w Shotover a do tego dwa zbiegi do C.S. Lewis. Nie było łatwo ale może to trochę wszystkim pokazało, że grudniowy bieg nie będzie przyjemnością tylko będzie MORDOREM. 16km 2h13min 320m podbiegów. A po tym wszystkim na drugi dzień dobiłam się Jillian Michaels No more trouble zones! A co!

Ostatni tydzień tego miesiąca zaczął się zimnem. Poszłam biegać, ale mięśnie nie chciały współpracować i przebiegłam tylko żółty szlak, który jest dla mnie ostatnią ostatecznością jeśli nie mam czasu lub mam skostniałe mięśnie jak właśnie tego dnia. Potem pilates z Pilates MTV na bolące plecy. Dlaczego bolą mnie plecy od biegania?? Kolejny bieg odbyłam w Leafield z Anetą, gdzie było błoto, zimno, mokro czyli to co lubimy najbardziej 😀 Weekendowe wybieganie było zejściem z dystansem i znów zrobiliśmy trasę do Wheatley, do młyna i zielonym szlakiem wokół parku z tą różnicą, że tym razem nasza oddziałowa wraz ze swoim mężem kibicowali nam na jednym z koszmarniejszych podbiegów 😀 I w ten sposób pokonaliśmy 15km w 2h4min i 240 m podbiegów.

Drugi miesiąc tortur uważam za zamknięty z doskonałym wynikiem. Wszyscy biegają, ćwiczą i starają się. Chyba się boją… a jest czego! Hahhaaaa!! Został już tylko miesiąc do biegu.