Trafił się nam wyjazd do dalekiej Szkocji. Mieszka tam Marcina wujek z żoną i zaprosili nas na Boże Narodzenie i Nowy Rok, więc czemu nie! Jeśli tylko jest okazja aby poznać nowe miejsce to trzeba korzystać! Jedynie dziesięć godzin w samochodzie i byliśmy na miejscu. Boat of Garten jest przemiłą, maleńką miejscowością na obrzeżach rozległego Parku Narodowego Cairngorms. Szkocja zaskoczyła nas tym, że tamtejsze zimno przenikało do szpiku kości z powodu wilgoci i częstych wiatrów.

Ale poza tym było PIĘKNIE! Kolory, pomimo grudnia, były niesamowite. Szarości, zielenie i biel śniegu cudnie ze sobą  współgrały. Munrosy (szczyty wyższe niż 3000stóp = 914m. Jest ich aż 282!), jeziora i wszędobylskie sosny. Ciągle można znaleźć tam potężna połaci nieskażone ludzką ręką. Spacerowaliśmy u stóp stoku narciarskiego. Niestety nie było aż tyle śniegu aby dało się jeździć na nartach. Ale za to wiatr był powalający. Dosłownie 😀

Spędziliśmy jeden dzień na magicznej Isle of Sky, odwiedziliśmy jedną z wielu latarni morskich i w czasie odpływu nazbieraliśmy mnóstwo małż i innych owoców morza, które potem pochłonęliśmy polane masłem z czosnkiem.

Wigilię spędziliśmy przy ognisku wśród gór pijąc gorące wino z termosu i jedząc domowej roboty keksa. Szron siedział nam na plecach ale ciepło od ogniska sprawiało, że nasze twarze gorzały. Sylwester natomiast świętowaliśmy z lokalsami zajadając się haggisem (coś na kształt polskiej kaszanki ale inny) i pijąc whisky z wodą. Marcin pił, ja profanował ten święty napój colą… Całe dwa tygodnie spędziliśmy w niesamowitym towarzystwie!