Evesham Half Marathon bardzo sentymentalne wydarzenie bo to pierwszy bieg w naszej karierze. Z ręką na sercu trzeba przyznać, że nie byliśmy przygotowani na przebiegnięcie 21 km ani fizycznie ani mentalnie. Nasza wiedza opierała się na tym, co przeczytaliśmy w internecie i kilku książkach biegowych.

No i ciągle dystans półmaratonu jawił się nam jako coś nieosiągalnego (na mecie spodziewaliśmy się co najmniej fanfarów i czerwonego dywanu, heheheeee!!). Oczywiście już na starcie nie byliśmy w stanie kontrolować naszej psyche i pognaliśmy z tłumem szybciej niż powinniśmy. Potem były błotne ścieżki, rozbieranie się na trasie bo ubraliśmy się za ciepło, kolejne błotniste ścieżki, pola i podbiegi. Na ostatnich kilometrach boleśnie przekonałam się, że silne mięśnie brzucha to podstawa w bieganiu. 3 kilometry przed metą zaczęło mnie zginać, zwijać i wywijać. Mięśnie brzucha powiedziały dość i bolały tak bardzo, że jedyne o czym marzyłam to położyć się tam gdzie stałam, zwinąć w kulkę i zapomnieć o tym całym biegu. Zamiast tego biegłam zgięta w pół jak scyzoryk i międliłam przekleństwa w zębach. Potem był most na rzece Avon, ścieżka wzdłuż brzegu i meeeetaaaaa! Cóż, niechlubnie zamykaliśmy listę, ale i tak cieszyliśmy się, że dotarliśmy cali i zdrowi do celu.

Łączna suma podbiegów to 170 metrów. Wydaje się być niewiele ale naprawdę sporo jak na pierwszy raz 🙂

Poza tym podczas tego biegu poznaliśmy Anetę i Richarda. Zaiskrzyło od pierwszego kroku (??) i tak już trwa prawie 2 lata. Aneta i Richard biegają już kilku dobrych lat na różnych dystansach, najczęściej dość długich, i stali się naszymi mentorami bieganiowymi. I oczywiście fajnie, jest pobiegać sobie dla przyjemności z kimś kto wie o co chodzi 🙂

Udało się!
Dewniane medale są!