Przejazd rowerem z Oxfordu do Woodstock jawił mi się zawsze jako wielkie challenge! Przecież to tak daleko! Ale postanowiłam, że zrobię to i wyjdę poza strefę komfortu. Pogoda była całkiem miła, ciepło, prawie bezwietrznie, wręcz idealnie! Była to też świetna okazja do przetestowania rowerowych ubrań firmy Kellys, które dostałam od Marty Kowalczyk-Lachowskiej! Wybrałam trasę przez Islip, którą wcześniej jeździłam samochodem aby ominąć korki i wiedziałam, że będzie dużo podjazdów. Ale przecież flat is borring a ja lubię jak boli 😀

46 kilometrów z 230 m podjazdów pokonałam w 2h17 min nie wliczając w to gorącej czekolady i ciacha w Blenheim. Jechało się cudownie! Ten rower to ogier, który nie lubi powolnej jazdy. Musze tylko pokonać strach przy długich zjazdach i nie naciskać hamulca bo pewnego dnia mogę się zdziwić i przelecieć przez kierownicę. No i koniecznie muszę zabierać podręczną apteczkę ze sobą (bo nigdy nie wiadomo) i zestaw do wymiany opony (bo też nie wiadomo). Generalnie było cuuudnie! Szkoda, że idzie zima i będzie trochę gorzej…