Kolejne wyzwanie, które stawia przed nami piękne Dorset. Tylko kilka miesięcy wcześniej walczyliśmy podczas EnduranceLife 27 kilometrów tuż przy Durdle Door i zatoczce Lulworth. Nasza kondycja była wciąż bardzo dobra, więc pokusiliśmy się właśnie o ten półmaraton. Jurassic Trail Run jest organizowany przez Beyond Events, który specjalizuje się w eventach bieganiowo-rowerowych. Tym razem biegła z nami koleżanka z pracy Yang.

W tym samym dniu odbywały się biegi na odcinku 5 i 10 kilometrów. Bieg zaczynał się wyjątkowo późno, bo o 11:15, dzięki czemu mogliśmy zostać w łóżkach do 6:30! Pogoda była dla nas znów bardzo łaskawa. Niebo było tylko delikatnie zachmurzone, co zwiastowało ładne widoki i ciepło! Po zimowych przebieżkach tęskniliśmy za ciepłą aurą.

Bieg składał się z dwóch okrążeń po 10,5 kilometra. Start i meta znajdowały się zaraz przy miejscowości West Bay. Częściowo trasa została poprowadzona wzdłuż znanej ścieżki Jurassic Coast path. Bieg rozpoczął się z głośnym strzałem i wszyscy pognaliśmy przed siebie! Początkowo wspięliśmy się na pionową ścianę i zaraz potem przemierzaliśmy pole golfowe. Mam nadzieję, że gracze wiedzieli, że banda wariatów będzie biegać między dołkami. Wolałabym nie dostać w głowę twardą piłeczką. Chwilkę potem biegliśmy uliczkami małej wioski z domkami letniskowymi, gdzie byliśmy nie lada atrakcją! Wybiegliśmy w końcu w tereny zielone i tutaj już na spokojnie dawaliśmy czadu raz w górę raz w dół aż do Hive Beach. Tutaj ku uciesze gawiedzi przemknęliśmy przed tarasem nadmorskiej restauracji stąd było około 4 kilometrów wzdłuż krawędzi klifów. Pogoda była wspaniała, więc mogliśmy rozkoszować się widokiem spokojnego morza. W połowie tego odcinka byliśmy zmuszeni zbiec na plażę i przebiec, przemaszerować (ew. przeczołgać się) w złotym piasku (taka niespodzianka od organizatora). Koniec okrążenia zapowiadała niesamowita panorama na West Bay ze szczytu klifu East. Po tym jak się napatrzyliśmy na widoki zaczęliśmy potężny zbieg. Dla przyjemności pędziliśmy ile tylko fabryka dała, oczywiście ku uciesze gawiedzi, bo zbocze klifu było naprawdę strome. A zaraz potem zaczęło się drugie okrążenie.

Ogólnie miejsce wspaniałe do biegania zarówno widokowo jak i terenowo, ale dwa identyczne okrążenia nie były naszym kapofti. Po dobiegnięciu do mety otrzymaliśmy medal i zaczekaliśmy na Yang, dla której był to debiutancki bieg.

Dla odbudowy mięśni zjedliśmy pyszny posiłek w nadmorskiej restauracji i pomoczyliśmy nogi w morzu. Klif east prezentował się jeszcze piękniej z poziomu plaży niż z własnego szczytu.

Ogółem 2 godz 28 min i 371 m przewyższeń.