Nasz pierwszy, wspólny przejazd przez Great Britain zaowocował w wiele ciekawych przygód i odwiedzonych miejsc. Marcin stanął na wysokości zadania i zaplanował cały przejazd wręcz idealnie i poza pogodą (która jak to w Anglii była bardzo kapryśna) nie było żadnych wpadek ani niedociągnięć. Brawo Ty!

Wszystko zaczęliśmy w Summertown – jednej z dzielnic Oksfordu. Niedaleko znajduje się przepiękny park Cutteslowe. Jak ogromne było moje zaskoczenie kiedy okazało się, że wolno chodzić po trawie i rozkładać koc i nikt, absolutnie nikt, nie chodzi i nie ględzi „proszę nie deptać trawników”. Do tego wspinałam się na drzewo, które jest umiłowane przez dzieci. Ja też musiałam! Oprócz tego znajduje się tutaj trasa bieganiowo-chodzeniowa na 1 mile (1,62 kilometra), potężne jezioro z wyspą, kolorowe papugi w klatkach, miniaturowa zabytkowa trasa pociągowa, którą można się przejechać, mini-golf, sklepik i kilka boisk do gier zespołowych. I przede wszystkim mnóstwo miejsca na weekendowe pikniki rodzinne.

Odwiedziliśmy British Museum w Londynie, gdzie zachwycaliśmy się potężnym, szklanym dachem, pokrywającym cały główny hall. Do tej pory co jakiś czas organizujemy sobie wyjazdy do stolicy, aby nacieszyć oczy wspaniałością tego miejsca. To co widzieliśmy i polecamy znajduje się tutaj.

Odwiedziliśmy Blenheim Palace i otaczające go parki i ogrody. Miejsce umiłowane szczególnie przez Winstona Churchilla. Tutaj zapewne podniosą się głosy, że wojna, że nas zdradził, zostawił na pastwę komunizmu. Prawda, ale historia historią, a miejsce jest wyjątkowo urokliwe i zachwyca mnie za każdym razem, kiedy tam jestem, więc cicho sza. Posiadłość została wybudowana w latach 1705- 1722 i jest jedną z największych w Anglii. Obecnie należy do księcia Marlborough. 

Ponadto jest jedyną budowlą w Anglii, która pomimo że nie należy do rodziny królewskiej ani biskupstwa, nosi tytuł pałacu. W1987 roku Blenheim został wpisany na światową listę dziedzictwa UNESCO. O tym wyjątkowym miejscu możecie przeczytać tutaj, gdzie dokładnie opisuję historię pałacu i ogrodów oraz nasze przygody związane z mieszkaniem tuż za płotem.

Na naszej trasie nie mogło zabraknąć Stonehenge, kultowego miejsca na angielskiej ziemi, odwiedzanego przez miliony. Myślałam, że poczuję jakąś wyjątkową energię, ale niestety nie. Później jeszcze kilka razy odwiedzaliśmy to miejsce, głównie ze względu na to, aby nasi goście mogli zobaczyć stare kamienie na żywo. Jak do tej pory żadna energia z kosmosu mnie nie potargała. W niedalekiej odległości od Stonehenge znajduje się kolejny tajemniczy krąg w Avebury. O tym jak to jest piszę tutaj.

Odwiedziliśmy również największe safari w Anglii w Longleat. Spędziliśmy tam cały dzień i wciąż było nam za mało. Ogólnie jestem przeciwnikiem trzymania zwierząt w niewoli, ale to miejsce jest magiczne! Pogoda nas nie rozpieszczała ale pomimo mgły spędziliśmy niesamowity dzień oglądając zwierzęta i zwiedzając Longleat House – potężną budowlę w stylu typowo elżbietańskim. Dom otoczony jest przez ponad 400 hektarów parków, 1600 hektarów pól uprawnych oraz 1600 hektarów lasów. Jest to pierwszy dom, który otworzył swoje drzwi dla publiczności (zwanej przez mnie gawiedzią). Czytajcie bo warto!

A potem była Walia północna ze Snowdonem i Tryfanem w roli głównej. W jeden dzień lało i wiało, a w drugi zostaliśmy zaszczyceni pięknym słońcem. Nie wygrasz człowieku z pogodą w Walii. Albo pokochasz albo znienawidzisz. Weszliśmy na najwyższą górę Parku Narodowego Snowdonia – Snowdon (1085m npm) i pewnie sobie pomyślicie, z czym do ludzi? Taka mała góra! Może i mała ale zaczyna się prawie od poziomu morza i potrafi stargać nerwy. Zrobiliśmy scrambling na Tryfan (918m npm). Nie ma tam „zwykłej” drogi jak tylko po kamiorach i głazach. Wiało niemiłosiernie! Wracamy do Walii regularnie aby chodzić po górach, wspinać się lub odpoczywać. Relacje z naszych wyjazdów znajdują się tutaj. Strona jest sukcesywnie apdejtowana.

Na zakończenie odwiedziliśmy zamek Criccieth, gdzie było pytanie i odpowiedź i w ten sposób upłynęło nam 10 lat wspólnego życia!