Plan naszych biegów był iście wymagający. Najpierw półmaraton, potem maraton, a na koniec ultra w ciągu jednego roku. Bo przecież fajnie jest być wymęczonym do granic możliwości. Półmaraton jakoś poszedł, maraton skrócił się nam do półmaratonu, jedyną nadzieję pokładaliśmy w 50km. Znalazłam bieg w paśmie górskim Lake District, który jest jednym z najpiękniejszych zakątków w UK. Stwierdziłam również, że przy okazji możemy obświętować moje urodziny, które przypadały dzień po biegu.

Na bieg zapisałam się z nami Aneta, która przebiegła już kilka ultra w swoim życiu i bardzo cieszyła się na kolejny. Ja nie do końca byłam przekonana czy 50 km jest na moje siły i drążyłam ten temat z Marcinem. Gdzieś podświadomie wiedziałam, że jedyne co będę mogła zrobić to 25, po którym i tak będzie wielki zgon. W końcu urobiłam Marcina i zapisaliśmy się tylko na 25km.

Nasza wiedza o bieganiu stopniowo się polepszała i gruntowała, zaczynaliśmy widzieć własne błędy zarówno w technice biegu jak i w logistycznym rozkładaniu sił podczas wyścigu i staraliśmy się powoli nad tym pracować.

 

Bieg jest organizowany co roku przez prężnie działają grupę High Terrain Events, która lubuję się w cięższych biegach w Lake District. Polodowcowe jezioro Ennerdale położone jest we wschodniej części Parku Narodowego w dolinie o tej samej nazwie co jezioro. Bogaty rozkład ścieżek i dróg szutrowych w dolinie oferuje niesamowite warunki do organizowania eventów sportowych na łonie natury. Jezioro Ennerdale jest najmniejszym jeziorem na tym obszarze, w którego tafli odbijają się okoliczne szczyty (jeśli ma się szczęście, nie pada i nie ma mgły).

W dzień startu niestety padało, była mgła czyli widoki żadne. Początkowo trasa wiodła drogę szutrową w lesie w bliskiej odległości od jeziora. Wysokość wznosiła się stopniowo aż do najwyższego punktu doliny, gdzie znajduje się hostel górski, przy którym urządzony był punkt żywieniowy. Ta część trasy była całkiem łatwa ale i tak trudna dla mnie. Dopiro potem zaczęły się schody. Pojawiły się mocno podmokłe bagna i moczary, kamieniste ścieżki i wiatr, który nie mroził, zwiewał i obniżał morale. I znów na mecie stawiliśmy się jako jedni z ostatnich z czasem 3 godz 45 min… ale w jednym kawałku i z fajnymi zdjęciami od organizatorów 🙂

Wielkie brawa dla Anety, która ukończyła 50km z czasem 6godz 46min!!

Potem było świętowanie, obżarstwo i przemile spędzony wspólnie czas.

Łączna suma podbiegów 300 metrów.